Jeszcze 20 dni…
Kilka powodów dla których czas już wracać do Polski…
Stosunkowcy, czyli studenci stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Opolskiego udający się na wymianę zagraniczną w ramach programu ERASMUS do Turcji - a konkretnie do Uniwersytetu Selçuk w mieście Konya.
Pewnego mało słonecznego dnia w naszym pięknym jakże studenckim mieście Konya Dagmarka i Martynka postanowiły wyruszyć na samotną wyprawę w nieznane a dokładniej do stolicy Turcji- Ankary. Miały nadzieję przeżyć prawdziwą przygodę i poznać facetów, którzy nie ubierają się w różowe obcisłe t-shirty i sprane jasne jeansy oraz laski bez długich szaroburych wełnianych swetrów na ramionach jak to niestety bywa w ich „pięknej rozrywkowej Konyi”. Jeśli to nie wypali to miały chociaż nadzieję, że ich wrodzony zakupoholizm odżyje i nakarmią swoją naturalną potrzebę wydawana pieniędzy na pierdoły fundując sobie w ankarskim shopping center coś na kształt normalnej dla nich koszulki bądź bluzy bo w Konyi to z tym bardzo średnio. Wsiadły więc w tutejszy pks (mając zakupiony wytargowany bilet z 30 lir na 18) i po ok. 4 godzinach były na miejscu. Od razu zapytały gdzie znajduje się najlepsze centrum handlowe i z niewielkim bagażem pobiegły na tzw. obczajkę sklepową. Znalazły parę normalnych europejskich sklepów jednak asortyment nie był dla nich satysfakcjonujący. Postanowiły więc zostawić szaleństwo zakupowe na następny dzień.

Falafele. mniam

Odkryliśmy je w Aleppo w Syrii. Jest to taki hamburgerek z ciecierzycy. Oczywiście żaden hamburger nie może się równać falafelowi i nawet zaryzykuje, mówiąc, że kotlety sojowe przy nim klękają. Dawany do jedzenia z pitą, ogórkami, pomidorami, sosem czosnkowym i opcjonalnie z miętą, papryczkami bądź sosem chili. (ten po lewej)


Amerykanin Jeff, którego poznaliśmy na promie w Aqabie, polecił nam też kuszeri (pisze to fonetycznie). zdjęcie po prawej.
Jest to jakiś ryżyk z orzechami cebulą makaronem i ostrym sosem chili.
Mniej pie*****nia i kuchni a więcej o podróży w czytaj dalej
Okej, zbliża się nieuchronny koniec naszego wrastania w konijską glebę, luty coraz zbliżej. Ogłosiliśmy więc pospolite ruszenie i szlachetne polskie dupska zza granicy wyjechały.. za granicę. Zaczynało się jak zawsze, a skończyło jak nigdy- czyli standardzik przy tego typu wyprawach. No to lecimy z tym koksem, a przy okazji- za marzenia, wypijmy!
Siemano.
Parę tygodni wcześniej mieliśmy wycieczke do Kapadocji. Dużo zobaczyliśmy ale niestety organizacja była słaba. Łaziliśmy po jakichś jaskiniach, gdzie niegdyś w 5wieku mieszkali zgarbieni niczym troglodyci chrześcijanie. Było podziemie niby na 9 pięter w dół, gdzie było mase tuneli itd. No dobra TO akurat było fajne.
Tu jakaś fota z Kapadocji.
Konrad Ezgi Ja i jakieś tam jaskinie w tle
Po owocnych odkryciach w dolinie starożytnego Efezu, poszukiwacze przygód (i co najważniejsze- kosztowności) wyruszyli w kolejną podróż. O rzut kamieniem od miejsca poprzednich badań natrafili na niezwykle skromne pozostałości jednego z cudów świata, ażeby chwilę później zapakować swoje szlachetne dupy do Tira, czy innego autobusu- i wyruszyć na podbój wspaniałego Halikarnasu. Równie skromnego. Ah, ale nie tak prędko. Pozostałości jednego z cudów świata to doskonały moment, żeby co nieco o nim przypomnieć.

Postanowiłam trochę porozkminiać, bo rajska pogoda w Turcji (deszcz, śnieg, zimno, wiatr) temu sprzyja.
Otóż, po miesiącu spędzonym w Turcji jestem pod wielkim wrażeniem zarówno mentalnym, jak i krajobrazowym. Każdy dzień przynosi coś nowego, zaskakuje raz pozytywnie, raz negatywnie, ale ogólnie to jestem çok mutlu. Dlaczego?
Czytaj dalej »
Nareszcie coś się ruszyło. Po miesiącu mniejszej lub większej męki, udało mi się opuścić starożytne Ikonium, ulubione miejsce Pawła z Tarsu i Barnaby, i ruszyć na zachód – na wybrzeże egejskie, jedno z najciekawszych – z historycznego punktu widzenia – miejsc na świecie.
Dwa tygodnie temu rozmawiałem z pewną turecką dziewczyną – po chwili padł temat akademików. Ta w końcu “zwierzyła” mi się z przemycania do akademika. Nie zrozumiałem o co jej chodziło, domyślałem się, że o alkohol. Zadałem pytanie – odpowiedź wydała mi się absurdalna: czajnik. No cóż.. pół godziny temu ten absurd zawitał do naszej polskiej enklawy w akademiku!
Musiałem uwiecznić radosną atmosferę panującą na korytarzu. Powyżej jeden Pan się schował niestety. ![]()
Czytaj dalej »